Narkotyki.

poniedziałek, 21.marca.2011, 07:27

Tę notkę zdecydowałam się poświęcić wszystkiemu, co według mnie jest piękne. Zaczynając od muzyki, czyż jest coś piękniejszego niż melodia, dzięki której przenosisz się w odmienny świat? Muzyka, która sprawia, że całe ciało niemal drży, gdyż chciałoby ją chwycić w dłonie, a skazane jest tylko na słuchanie.


Muzyka budzi emocje. Może nas odprężyć, ale i pobudzić do działania. A kiedy zamykamy oczy to w zależności od słuchanej muzyki możemy ujrzeć obrazy. Czasami dobre, piękne, a czasem tak smutne, że niemal chce się płakać.


Jedną z rzeczy według mnie pięknych jest także słowo pisane. Niech mi ktoś powie, że książka, czy też wiersze nie przenoszą w inny świat, nie odrywają od szarej prozy życia. A pisanie... jeśli ktoś pisze z pasji, to każda sekunda, każde słowo przynoszą ogromną radość.


Pasja może uczynić człowieka najszczęśliwszym na świecie, ale niestety trzeba uważać. Ona uzależnia. Jeśli tylko raz się zasmakuje to każdy jej brak będzie odczuwalny. Nie można wtedy nie znaleźć dla niej czasu, bo popadnie się w smutek, zadumę. Zupełnie tak, jakby było brak kogoś bliskiego. Jeden łyka pasji i już całe nasz życie się zmienia. Przybiera inny obrót. Nawet spojrzenie na świat staje się inne. Czasem bardziej szare, wypłowiałe, pozwalające dojrzeć bardzo dużo. A czasami bardziej kolorowe, sprawiające, że bez względu na wszystko jesteśmy niezmiernie szczęśliwi i spełnieni.


Pisanie. Mój narkotyk. Szkoda tylko, że nauka dała mi od niego przymusowy odwyk.


Pozdrawiam

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Rozczarowania

czwartek, 3.marca.2011, 16:45

Przepraszam, że nie pisałam ostatnio. Wydarzyło się coś, co całkowicie wybiło mnie z rytmu. A mianowicie:


Moją pasją i największym marzeniem jest pisanie. Marzę o tym, żeby pisać dobrze, wspaniale, ciekawie. To moja miłość. Ostatnio osoba, która zna się na rzeczy stwierdziła, że nie, że proza to nie dla mnie. A moją koleżankę, którą notabene sama wprowadziłam w pisanie, uznała za wybitnie utalentowaną.


Płakałam długo zanim otrząsnęłam się z pierwszego bólu. Ciągle jednak czuję ból. Okropny ból, który muszę ukrywać, bo w końcu nie mogę na nikim się oprzeć z tym problemem. I zastanawiam się, czy w istocie nie powinnam pisać prozy? Czy dać sobie spokój, po 4 latach pracy nad warsztatem? Niewiem co robić. Gubię się.


Napięcie rośnie z dnia na dzień, zbliża się matura. Ręcę wprost mi się trzęsą i czuję, że nie umiem nic. Jakbym była zdana na klęskę.


***



Milczenie i cisza.


Tsst, to tajemnica,


Która się skrada i skrada


I na moment czeka.


By zza rogu wyskoczyć


I cały świat w pył obrócić


Jednym ruchem małego palca.


I nikt mego krzyku nie usłyszy.


Znów


Milczenie i cisza.


Tsst, to tajemnica.


Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

No i po co ta krytyka?

sobota, 5.lutego.2011, 08:37

Zadziwiające jak ludzie potrafią być bezmyślni. Krytyka nie zawsze jest sposobem na przekonanie drugiej osoby, że się myli. Jednak większość naszego społeczeństwa chyba nie rozumie, że zwykła rozmowa daje możliwość zrozumienia punktu widzenia drugiej osoby. Tylko zrozumiawszy można nam krytykować. Nigdy osądzać. A przynajmniej nie ludzi. Nie nasze to zadanie. Ale pełne zrozumienie wśród społeczeństwa, to utopia. Dlatego powstały subkultury, by można porozumieć się z kimś kto ma podobny obraz świata. Tylko... dlaczego ludzie nie potrafią uszanować innych punktów widzenia, oprócz swojego. Czemu naśmiewają się ze wszystkiego co inne? Czy to strach, przed byciem osądzanym?


Nonkomformizm zaczyna być w modzie... Jaka piękna ironia, nieprawdaż? Ja mam swoje sposoby na pozostanie sobą w całej tej chorej manipulacji i dążenia do bycia "kimś". Tylko dzięki Mii mogę się odgrodzić od świata.


Kiedy Mia zaczyna kontrolować niemal każdy posiłek, życie staje się inne. Lepsze, gorsze, niewiem. Po prostu inne. Trochę, jakbym zza szyby obserwowała świat. Jedni powiedzą, że postawa ochronna to nie sposób na życie. Że mia to sposób nie na życie, a na umieranie. Cóż... każdy ma swoje zdanie.


Marzenie? Zrzucić z siebie zbędne kilogramy tłuszczu i smutku.

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Twórczość własna - Mia

piątek, 21.stycznia.2011, 09:37
Zaczynało się przedwiośnie, pora roku, której szczerze nienawidziłam. Śnieg topniał zalewając ulice i chodniki. Deszcz padał prawie codziennie, a małe bajorko przed moim blokiem sukcesywnie powiększało się z dnia na dzień.
Za oknem padał deszcz. Miarowe stukanie w szybę doprowadziłoby do szaleństwa zdrowego na umyśle człowieka, a co tu dopiero mówić o mnie. To sobotnie popołudnie zamierzałam spędzić nad książkami. Nie, żeby to było moje hobby, ale musiałam zająć czymś swoje myśli. Czymkolwiek zagłuszyć wyrzuty sumienia po siarczystej kłótni z Kaśką. W dodatku mama twierdzi, że to ona miała rację. I gdzie tu sprawiedliwość? Matka ma stać po stronie swojego dziecka, a nie wykorzystywać okazję, by je krytykować. Na szczęście przygryzłam wargi i powstrzymałam się od udzielania jakichkolwiek komentarzy na ten temat. Dwie kłótnie tygodniowo to dość wysoka średnia jak na ostatnie cztery tygodnie. Jakoś nie chciało mi się wdawać w kolejną „wymianę argumentów”jak to zwykł nazywać kłótnie tata. To, co prowadziłyśmy, mama i ja, kwalifikowało się jednak nie na zwykłą „wymianę zdań”, ale po prostu na najgłupszą w świecie kłótnie. Nigdy nie znosiłam ich zbyt dobrze. Zawsze mam potem wyrzuty sumienia, nawet, kiedy racja stała po mojej stronie.
Kiedy o siedemnastej trzydzieści odłożyłam książki, było już za późno na jedzenie. Westchnęłam, poszłam do kuchni, wyjęłam z górnej szafki szklankę, nalałam wody mineralnej i zapiłam burczący żołądek. Wiedziałam, że nawet cztery szklanki nie starczą na długo, odłożyłam więc wodę na swoje miejsce już po drugiej szklance. W zamian chwyciłam czajnik i wypełniwszy go wodą, wstawiłam na gaz. Zanim „srebrny śpiący królewicz” raczył zagotować mi wodę, ja wsypałam łyżeczkę kawy rozpuszczalnej do mojego ulubionego, czerwonego kubka w białe kwiatki i pozmywałam stertę naczyń, która nawiasem mówiąc była spora.
Ja – Maja , moja mama - Basia, tata – Robert i trzy lata młodsza siostra – Paulina, mieszkaliśmy w M4. Kuchnia nie była za duża, ale mieściła jasny regał kuchenny z sosnowego drewna, odziedziczony po zmarłej babci, nieduży stół także sosnowy, lodówkę i kuchenkę gazową. Nikt u nas nie palił, więc kremowe ściany nie naruszenie pozostały w swoim kolorze.
Poczekaj – zatrzymał mnie głos mamy, wchodzącej do kuchni, kiedy już miałam zalać sobie kawę – zaraz będzie kolacja.
Pokręciłam przecząco głową. Jeść o osiemnastej? O nie, co to, to nie. Nawet nie ma mowy. Ona chyba raczyła sobie żartować. Nie mogłam przecież powiedzieć tego, co myślę na głos, odparłam więc tylko:
Nie jestem głodna - miałam nadzieję, że mama uwierzy i nie będzie węszyć – Naprawdę.
Zalałam spokojnie kawę, czując jak jej aromat rozchodzi się po pomieszczeniu. Mama odpuściła. W końcu odchudzałam się dopiero od niespełna trzech tygodni. Mimo to schudłam już cztery i pół kilo. Dieta 500 kcal jest fantastyczna. Początkowo myślałam, że to bardzo mało, ale teraz, kiedy przywykłam, mam zamiar zmniejszyć to trochę. Teraz, kiedy mam mnóstwo warzyw uważam, że te 500 to nawet za dużo. Jak to dobrze, że dziś wieczór moi rodzice wychodzą do znajomych, a Paula na całą noc wybiera się do koleżanki. Będę mogła spokojnie wyjść i pobiegać. Przez ten deszcz pewnie miałabym zakaz, ale te ich wyjście otwiera mi możliwość wymknięcia się na godzinne bieganie.
Zamknęłam się w pokoju z kubkiem kawy i „Królem Edypem” w nadziei, że już niedługo będę mogła się wymknąć. Nawet myśląc o tym, czułam się fantastycznie. Wymykanie się na imprezy uważałam za głupie, ale ten cel, wydawał się być niesamowity.


To fragment mojego nowego opowidania. Moglibyście jakoś to ocenić? Powiedzieć co o tym myślicie?
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Mirror, Mirror on the wall...

sobota, 15.stycznia.2011, 11:15
Mirror by Barlow Girl
"Mirror, Mirror on the wall; Have I got it?
'Cause Mirror you've always told me who I am
I’m finding It’s not easy to be perfect

So sorry, you won’t define me
Sorry, you don’t own me...

Who are you to tell me
that I’m less than what I should be?
Who are you? Who are you? yeah...
I don’t need to listen
to the list of things I should do
I won’t try, no...I won’t try

Mirror I am seeing a new reflection
I’m looking into the eyes
of He who made me
And to Him I have beauty beyond compare
I know He defines me

Who are you to tell me
that I’m less than what I should be?
Who are you? Who are you?
I don’t need to listen
to the list of things I should do
I won’t try, no... I won’t try

You don’t define me; You don’t define me"


Staram się myśleć, że zdanie innych nie definiuje tego jaka jestem i kim jestem, ale ciągle nie do końca mi się to udaje. Wciąż jeszcze patrzę na to, co powiedzą inni, zastanawiam się, co naprawdę myślą.
Przyszła mi także ostatnio taka myśl, by napisać książkę o bulimii. W pierwszej osobie. Nasza polska literatura nie obfituje w tego rodzaju książki. Mało tego, jest ich chroniczny brak. Szukałam nawet obcojęzycznych, ale u nas ciężko je dostać w tłumaczeniu na Polski. Ściąganie prosto z USA jakoś nie cieszy mój portfel. Zawsze lubiłam pisać, a to uwoliłoby od niepotrzebnych myśli. Co o tym myślicie??

PS.: Uwielbiam tą piosenkę:)
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Pozytywnie.

niedziela, 5.grudnia.2010, 20:04
Crawling

crawling in my skin
these wounds they will not heal
fear is how I fall
confusing what is real


there's something inside me that pulls beneath the surface
consuming/confusing
this lack of self-control I fear is never ending
controlling/I can't seem


to find myself again
my walls are closing in
(without a sense of confidence and I'm convinced that there's just too much pressure to take)
I've felt this way before
so insecure

crawling in my skin
these wounds they will not heal
fear is how I fall
confusing what is real

discomfort, endlessly has pulled itself upon me
distracting/reacting
against my will I stand beside my own reflection
it's haunting how I can't seem...

to find myself again
my walls are closing in
(without a sense of confidence and I'm convinced that there's just too much pressure to take)
I've felt this way before
so insecure


crawling in my skin
these wounds they will not heal
fear is how I fall
confusing what is real

crawling in my skin
these wounds they will not heal
fear is how I fall
confusing confusing what is real

there's something inside me that pulls beneath the surface
consuming/confusing what is real
this lack of self-control I fear is never ending
controlling/confusing what is real



Poudawajmy, że wszystko jest w najlepszym porządku. Składając myśli w jedną szufladę, do której się nie zagląda, iść dalej. Ale przecież w końcu kiedyś w tej szufladzie będzie na tyle pełno, że wszystko wypłynie, eksploduje.
Nienawidzę takich eksplozji, po których ja muszę przepraszać, chociaż powiedziałam tylko prawdę. Prawdę, za którą od własnej matki słyszę, że jestem głupia. Hmm... to coś jakby potłuc szklankę i powiedzieć, że to przez kogoś, kto siedzi w innym pokoju.
I jak tu nie zwiariować? Ale czy można zwariować po raz drugi, trzeci, kiedy nie wyszło się na prostą z pierwszego szaleństwa? Jak głęboko można zabrnąć w plątaninie własnych myśli i codzienności. Jak można się zapędzić? Jak długo nie zauważać swoich problemów?
Tak... Brakuje mi kogoś, kto porozmawiałby ze mną tak szczerze. Czasami zarwana noc na rozmowie z kimś jest "lekiem na całe zło". Ale przecież dziś się nie rozmawia. Dziś pędzi się nie zwracając uwagi na otaczający świat. Nikogo nie obchodzi nic, poza czubkiem własnego nosa.
To taka 'pozytywna' dygresja.
Pozdrawiam
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Szukanie wyjścia ewakuacyjnego

sobota, 4.grudnia.2010, 20:42
"... mam tysiące własnych spraw,
ale w oczach strach
nagle w głowie alarm dzwoni
pędzi tłum, biegnę w drugą stronę
nie wchodź tu, ratuj siebie sam
wiem co robię spójrz
to mój własny ogień."


Czuję Twój gorący oddech na karku. I ręce które oplatają mnie czule. Wciąż jesteś ze mną, chociaż wciąż cię zawodzę. Nie wiem czym zasłużyłam sobie na twą miłość. Kiedy patrzę w twoje oczy widzę uśmiech i pocieszenie. Skąd u ciebie tyle siły. Ja jestem zbyt słaba, by po raz kolejny się podnieść. Ale wtedy pojawiasz się ty i podnosisz mnie. Popychasz do dalszej walki z zimnym światem. Ale ja się boję. Co jeśli znowu cię zawiodę? Przecież liczysz na mnie? Ale ty tylko się uśmiechasz. Zadziwiająco mocno wierzysz we mnie. I słyszę jak szepczesz do ucha: Nigdy cię już nie opuszczę…

Kocham cię
Nienawidzę cię
Kocham cię
Nienawidzę cz kocham cię bulimio?
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Archiwum

2010
grudzień (2)

2011
styczeń (2)
luty (1)
marzec (2)




Linki

Blogi
Because I Said So
Nie Mam Złudzeń
Generacja Nic
Marian

Mój Profil

Podlinkuj

Dodaj do ulubionych




Layout

Wykonany przez Inez.
więcej: Szablony.blogowicz.info
Obrazek ściągnięty stąd.